era TwentyNinera

avatar tego bloga prowadzę ja, tzn.Krzysztof czyli rzepkok z miejscowości Drwęsa k/Poznania. Od kiedy zacząłem tu wpisywać swoje wyjazdy przejechałem 17299.75 kilometrów w tym 9377.12 w terenie ze średnią prędkością 19.54 km/h i się wcale nie chwalę, bo przecież nie o to chodzi.
tel. 509 95 1969 a tu więcej o mnie.

Sezon 2013

baton rowerowy bikestats.pl

Sezon 2012

button stats bikestats.pl

Sezon 2011

button stats bikestats.pl

Sezon 2010

button stats bikestats.pl

Sezon 2009

button stats bikestats.pl

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy rzepkok.bikestats.pl
qrcode
Dane wyjazdu:
23.39 km 20.00 km teren
01:12 h 19.49 km/h:
Maks. pr.:37.80 km/h
Temperatura:22.0
HR max:169 ( 93%)
HR avg:153 ( 85%)
Podjazdy:302 m
Kalorie: 1292 kcal

Łagów - maraton

Niedziela, 18 lipca 2010 · dodano: 18.07.2010 | Komentarze 2

Łagów - Jemiołów - Sieniawa - Łagów

22 st.C, pochmurno, lekki wiatr N/W

Maraton w Łagowie

tak, tak - choć zapierałem się, że maratony to nie moja bajka to jednak
dałem się namówić Jurkowi (kolega po kole z Buku ;) i pojechałem do
pięknego Łagowa na "malutki", "łatwiutki" i "płaski (!)" maraton-ik

miejsce faktycznie piękne - stare miasteczko, typowo turystyczne, leżące
między dwoma jeziorami - pełne uroku i atmosfery jak z małych czeskich
miejscowości

wrażenie potęgowały dookólne "pagórki" (ale o nich potem)

maraton organizowany z tego co wiem już po raz trzeci na jednym tylko
dystansie 24km, a więc krótko i szybko

organizacja jak się okazało perfekcyjna - pełne zaplecze a do tego
oznakowanie trasy bez zarzutu

uczestników, jak na tak niewielką, lokalną imprezę było całkiem sporo,
bo ok.170-ciu a dodatkowo jeszcze jak się okazało pojawiły się silne
teamy - CCC, Author Dobre Sklepy Rowerowe, Corratec Team i jeszcze kilka
innych - albo wiedzieli jaka to trasa, albo chcieli po prostu potrenować,
albo nie było dziś innych ważniejszych imprez, albo (i to najpewniej)
wszystkiego po trochu

początek to długi (ok.800m) asfaltowy podjazd (4-6% nachylenia) i to
wystarczyło, żeby spokojnie i bez żadnych kolizji ładnie rozciągnąć
peleton

a potem to już tylko las - ludzie! nigdy jeszcze nie widziałem, żeby
wszystkie leśne szlaki były wybrukowane! skąd oni wzięli tyle kamienia?!
Jurek mnie uświadomił, że to stare, poniemieckie drogi - chyba ma rację

trasa przygotowana wspaniale - poprowadzona pięknymi bukowymi lasami
a do tego... no właśnie - i tu jakie było moje zdziwienie, gdy okazało
się, że to prawie górski wyścig - długie, szerokie podjazdy o śr.nachyleniu
8-12% ale zdarzały się też spore odcinki i po 14-16%

oj było co machać...

ale jak to bywa - jak się podjedzie to trzeba i zjechać a zjazdy były
fantastyczne i szybkie - kocie łby, środkiem resztki trawy, kamienie
i naprawdę ostre zakręty - poezja

gdy już pokonałem siebie, własne, obolałe uda, złapałem w locie
wyskakujące płuca i starłem pot z okularów (tzn, wdrapałem się na pierwszą
górkę a potem z niej zjechałem) - kolejna niespodzianka - druga, jeszcze
większa i bardziej stroma "górka"

tu było już naprawdę ciężko - w penym momencie musiałem się zatrzymać,
bo miałem wrażenie, że za chwilę eksplodują mi uda rozdęte na podobieństwo
balonów

ale nie dałem się - żadnego podchodzenia - tylko kilka łyków izotoniku,
parę spokojnych wdechów i dalej

sam nawet nie wiem kiedy i jak podjechałem na sam szczyt - zorientowałem
się dopiero, gdy zacząłem zjeżdżać

z lasu wypadliśmy na króciutki odcinek asfaltu w Sieniawie a potem już
tylko kawałek skrajem lasu i pól i znów w ciemny, bukowy las

tak gdzieś 4km przed metą zatrzymała Jurka piękna (pozdrowienia!)
rowerzystka z równie pięknie rozpłataną dętką, bezradnością w oczach
i niewinnym pytaniem czy mógłby jej może pomóc

i tutaj Jurek zachował się naprawdę po rycersku - nie zważając na
upływający czas i mijających nas maruderów zdemontował koło, oponę i
dętkę a następnie wszystko poskładał do kupy (z nową dętką oczywiście)

nie mogłem zostawić kolegi samego i jak dzielna siostra instrumentariuszka
towarzyszyłem i asystowałem przy operacji

gdy tylko ruszyliśmy dalej okazało się, że to już prawie meta

jechałem przed Jurkiem i nawet chciałem (naprawdę!) poczekać, żebyśmy
ukończyli wyścig razem (bo przecież nie o miejsce i czas nam chodziło)
ale ostatnie 600m dojazdu do mety to była dopiero zabawa - stromy,
szeroki zjazd po starej drodze z naprawdę wielkich kocich łbów

myślałem tylko o tym, żeby utrzymać kierownicę i żeby rower nie rozpadł
się od drgań i wibracji

ale udało się i było pięknie - oj pięknie ;)

dzięki, Jurek, za informację o imprezie i za to, że mnie wyciągnąłeś,
a przede wszystkim za wspólną jazdę i nieustający doping - "tempo, tempo"

do następnego razu i żeby noga podawała ;)

przed startem
przed startem © rzepkok


na mecie:
na mecie © rzepkok


na mecie © rzepkok


Jurek na mecie
Jurek na mecie © rzepkok


na mecie © rzepkok


trasa:
Kategoria maraton



Komentarze
Maks
| 21:01 niedziela, 18 lipca 2010 | linkuj Moje gratulacje ukończenia ;)
Jurek57
| 18:50 niedziela, 18 lipca 2010 | linkuj Ja też dziękuję za jazdę i to że poczekałeś w czasie naprawy dętki.Co ja bym poradził bez pompki ?!
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa epodc
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]